Rozwój rynku poligraficznego

profits-544953__180Wiadomo, że za usługi wykonywane w drukarniach płaci się trochę pieniędzy, ale nie da się jasno określić tego, ile konkretnie, ponieważ w każdej drukarni cennik są inne, także to my musimy wiedzieć konkretnie ile zapłacimy. Każdy z nas doskonale wie jednak o tym, że w dużej mierze zależy to również od zleconego zadania, bo im większe ono będzie tym więcej pieniędzy za nie zapłacimy, z czego należy zdawać sobie sprawę, tak aby potem nie było z tego powodu żadnych niedomówień. Bardzo ważne jest jednak również to, że każda drukarnia szczecin posiada różne oferty, a więc na tym właśnie skupiają się cenniki, nie zawsze są one takie same, jeżeli chodzi o ceny, ale także jeżeli chodzi o ofertę. Wiadomo, że drukarnia szczecin dla wielu z nas jest oczywiście bardzo przydatny miejscem, bo można tam wydrukować w dowolnym momencie wiele elementów, które są nam przydatne w różnych celach. Nie da się jednak ukryć tego, że drukarnie muszą jakoś na siebie zarabiać, a więc ceny za ich usługi nie są zbyt tanie, ale to już w głównej mierze z tego powodu, że prosperują one za pomocą specjalistycznego sprzętu, a on też przecież trochę pieniędzy kosztuje, a skądś trzeba je brać. Na pewno prowadzenie drukarni dla wielu z nas jest dobrym interesem, jeżeli jednak posiada się na ten temat odpowiednią wiedzę, także warto się tym zajmować. Wiele firm w całej Polsce oferuje wydruki wielkoformatowe w cenach, albo absurdalnie wysokich, albo zastanawiająco zaniżonych. Nasuwają się dwa podstawowe pytania: Pierwsze: czy warto wydać dużo pieniędzy na pożądny produkt? Oraz drugie: czy opłaca się kupić słabej jakości wydruki?  Odpowiedz na pierwsze pytanie jest dość prosta. Tak, opłaca się przepłacić za wydruki, pod warunkiem że ma się za dużo pieniędzy. Korzyść jest niezaprzeczalna: droższy produkt prawie zawsze będzie dobry jakościowo (choć bywa inaczej). Produkt dobry jakościowo służy dłużej, tylko czy tak długo ile kosztował?  Ospowiedz na drugie pytanie również nie jest zbyt trudna. Opłaca się kupić produkt słabej jakości jeśli nie chcemy go używać długo (pod warunkiem że nie rozleci się jeszcze przed użytkowaniem). Takie wydruki możemy obserwować np. podczas kampani wyborczej, która trwa ok. 2 tygodni. Banery kandydatów wiszą kilka dni, po czym same się rozpodają, rozrywają na kawałki, a wydruk po prostu znika. Korzyść dodatkowa – nie trzeba ich zdejmować po skończonej kampani, reszki zbiorą służby miejskie wraz  z innymi śmieciami. Opłaca się też kupić słabej jakości wydruk, jeśli mamy jeszcze więcej pieniędzy niż w przypadku drogiego wydruku, oraz mnóstwo czasu i cierpliwości. Dlaczego? Naturalnie słabej jakości wydruk trzeba powtarzać kilka razy, reklamować, poprawiać. Nie można się  przecież reklamować słabą jakością, reklama jest wszak rodzajem naszej wizytówki.

Mieszkanie lokalizacja

chicago-403345__180Ważnym czynnikiem, który motywuje do wyboru lokalizacji poza centrum, jest również chęć zamieszkania z dala od miejskiego zgiełku. Z badania przeprowadzonego przez portal polanowscy wynika, że aż 58 proc. ankietowanych nie chce żyć w mieście. Pomimo, że 35 proc. badanych wskazało miasto, jako najlepsze miejsce do mieszkania, to tylko 7 procent z nich zdecydowałoby się zamieszkać w centrach aglomeracji.  Trend ten zauważyli również deweloperzy, którzy coraz częściej sytuują swoje inwestycje poza centrum, proponując przy tym coraz ciekawsze rozwiązania architektoniczne. Wiedzą, że za kilka lat, znacznie bardziej niż obecnie, liczyć się będzie dla kupujących spokój i prywatność. Dziś aż 36,5 proc. Polaków najchętniej mieszkałoby na wsi, a centrum dużego miasta wybrałoby tylko 8,4 proc. rodaków wynika z wyników sondażu Pentora przeprowadzonego w zeszłym roku dla Wprost. Przy czym, przez wieś badani rozumieją zarówno odległość kilkudziesięciu kilometrów od centrum, jak i peryferyjną dzielnicę miasta.  Zjawisko emigracji w kierunkach podmiejskich, które jest charakterystyczne dla krajów Europy Zachodniej, jest symptomem bogacenia się i dojrzewania naszego społeczeństwa. Tendencja ta jest odwrotna do tej jaką można było zaobserwować kilka lat temu kiedy, zwłaszcza młodzi ludzie, strumieniami napływali do dużych miast. Dziś osoby, które zgromadziły kapitał przeprowadzają się na tereny podmiejskie. Istotne jest przy tym, że na przeprowadzkę decydują się już nie tylko osoby dojrzałe, ale także zamożni młodzi ludzie i młode małżeństwa. Dziś lokator, który chce mieć mieszkanie na własność, musi dopłacić różnicę między wartością rynkową lokalu a zwaloryzowanym wkładem mieszkaniowym. Dzięki ustawowej, jednakowej dla wszystkich lokatorów, 50-proc. bonifikacie w praktyce płacą oni jedną czwartą część wartości rynkowej mieszkania.  Zgodnie z nowelą zarząd spółdzielni musi przenieść własność na lokatora w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia przez niego wniosku. Za celowe blokowanie wyodrębniania własności lokali w budynkach o uregulowanym stanie prawnym prezesom grozi grzywna lub ograniczenie wolności (obowiązek meldowania się w komisariacie policji, zakaz wyjazdów itp.).  Ale uwaga! Wciąż nie ma 100-proc. pewności, jak długo te nowe zasady „wykupu” mieszkań lokatorskich będą obowiązywały. Nawet rząd ma wątpliwości, czy są one zgodne z konstytucją. Protestują już także niektóre spółdzielnie. Nad blokami gdańskiej spółdzielni Żabianka już od dwóch tygodni powiewają czarne, żałobne flagi, a na klatkach pojawiły się plakaty z trumnami. Po kim ta żałoba? – Po spółdzielczości, bo ją posłowie właśnie zabijają – tłumaczą szefowie spółdzielni. Prezesowi Żabianki Dariuszowi Petrowskiemu nie podoba się oddanie własności mieszkań za przysłowiową złotówkę. – W mojej spółdzielni mieszkania przekształciło na własnościowe już 80 proc. mieszkańców. Płacili zazwyczaj od 10 do 20 tys. zł. Te pieniądze przeznaczyliśmy na remonty budynków. Dzięki nowej ustawie te pozostałe 20 proc. mieszkańców ma dostać mieszkania za darmo. To niesprawiedliwe, a poza tym nie będzie pieniędzy na remonty – mówi prezes. Lokatorzy mieli możliwość przekształcenia mieszkania lokatorskiego we własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu. W tej sytuacji nowela dopuszcza jedynie możliwość przekształcenia w pełną własność (taki właściciel może wówczas m.in. zrezygnować z członkostwa w spółdzielni). – Problem w tym, że kilkadziesiąt tysięcy rodzin lokatorskich może mieć zamkniętą drogę do własności nawet na kilka albo kilkanaście lat – ostrzega Lidia Staroń. Tyle czasu może potrwać prostowanie spraw dotyczących własności gruntu. Pani poseł przyznaje, że ten problem ma rozwiązać inna – przyjęta przez Sejm – poprawka, która zakłada automatyczne przejmowanie spornych terenów przez spółdzielnie.